Ten tekst będzie się znacząco różnił od poprzednich. Oddam w nim głos moim czytelnikom, które znają dobrze sprawy o których piszą. „Ludzie listy piszą ...” tak zaczynała się piosenka sprzed 40 lat. Piszą i do mnie i właśnie fragmentu trzech listów- po otrzymaniu od ich autorów zgody- niniejszym publikuję.

Listy dotyczą różnych spraw.
Pierwszy, autor blogu "Świat od mniej znanej strony" wyraża niezgodę- delikatnie mówiąc- na nie zaistnienie do tej pory chińskiej kinematografii na naszych ekranach. To wiążę z infantylizmem naszych- czy aby na pewno polskich- dystrybutorów. Myślę, że firma która zechciałaby wypromować chińskie firmy na polskim rynku, zrobiłaby dobry interes.
Drugi pochodzi do Polaka mieszkającego w Azji i prowadzącego interesy w Chinach, autora blogu "Myślenie przeważnie nie boli". Zadałem temu czytelnikowi pytanie o przenoszenie produkcji z wybrzeża w głąb kraju. I teraz publikuję odpowiedź.
Kolejny też pochodzi od tej samej osoby, co drugi, ale dotyczy innej sprawy. Fluktuacji kadr.
Ciekawe, naprawdę ciekawe.
 
List pierwszy:
Proszę zwrócic uwagę na liczebność filmów chińskich w tym zestawieniu i porównać je np. z ilością filmów z innych krajów.
Nawet filmów z Austrii, Belgii, Holandii, Szwajcarii, ba, nawet z Albanii jest więcej!... A przecież Chiny to 3. potęga kinematograficzna globu po Indiach i USA! Poza tym wybór, jakiego dokonali autorzy tej pseudo informacyjnej strony i jej pod stron sugeruje, że Chiny to ojczyzna filmowych kopanin, strzelanek i tanich romansideł. Jednym słowem - kulturowy ugór i ogólne bezmózgowie. Taki jest zawoalowany przekaz. Tymczasem chińskie filmy to niejednokrotnie dzieła nagradzane na międzynarodowych festiwalach całego świata. Nawet takie arcydzieło jak "Żegnaj moja konkubino" reż. Chena Kaige zostało sprowadzone do taniego melodramatu. Inne dzieło "Szanghajska triada" reż. Zhanga Yimou zostało opisane jako "kryminał". Z kolei o treści oskarowego "Zawieście czerwone latarnie" Zhanga Yimou nic nie wiadomo...
Myślę, że takie przedstawianie chińskiej kultury filmowej to nie jest objaw zwykłego matołectwa. Jest gorzej, można to nazwać objawem zwierzęcego ANTYSINIZMU, czyli nienawiści do narodu chińskiego ze strony ..., bo to głównie owi osobnicy redagują polskojęzyczną mutację Wikipedii. Taka nikczemna postawa nie ma odpowiednika na Zachodzie, bo tam z dostępem do chińskiej kultury wysokiej i informacji na jej temat nie ma problemu. U nas jak ktoś chce obejrzeć ambitny chiński film z polskim tłumaczeniem, to musi go ściągać z internetu, no chyba że kontentuje go zakup na Amazon.com, za 30 USD + przesyłka (z angielskimi napisami)... Oczywiście łamiąc chore prawo. W Korei Pn. karzą za słuchanie zachodniej muzyki, w III RP nie muszą karać za oglądanie chińskich filmów. Karzą za piractwo.
 
List drugi:
Przenoszenie pewnych fragmentów takiej czy innej produkcji ma miejsce. Skale trudno mi oceniać, bo znam zaledwie kilka przykładów z branży elektronicznej. Motywy są w znanych mi przypadkach proste- rosnące koszty w metropoliach typu Shanghai czy Zhenzhen. Są to koszty energii, ubezpieczenia, podatki lokalne, koszty pracy itp. Kiedyś strefa ekonomiczna była zamknięta, tzn. miedzy Chinami a nią istniala jakby granica, strzeżona przez zasieki i straż graniczną kontrolującą pojazdy i sprawdzającą czy podróżujący krajowcy mają pozwolenie na wjazd. Chodziło o obawy, że do strefy zacznie się napływ niekontrolowany ludności z okolicznych prowincji i nie tylko. Aby sie dostać do strefy, trzeba było mieć załatwioną prace, w postaci jakiegoś dokumentu. Po paru latach zaprzestano kontroli, ale granica jakoś tak dalej była, przynajmniej administracyjnie. Ze względu na pogarszające się warunki dla rozwoju biznesu w metropolii, jaką już stał się wtedy Shenzhen, wygodnie było zbudować nowe centrum produkcyjne, już nie w strefie ekonomicznej, ale zaraz za wspomnianą granicą. Przykładem jest tu np.. Kuichong San Xi Village, ‘wioska’ w ktorej nasz podwykonawca ma swoja nowa fabrykę. To nie jest w zasadzie jego wlasność, ale w powstałej ‘wiosce’ po prostu wybudowano kilkupiętrowe centra produkcyjne w których poszczególne piętra są wynajmowane przez przedsiębiorców, pragnących wytwarzać tam to co akurat mieli w planie. Tak wiec obok zakładu elektronicznego zajmującego 2 budynki, w jednym z sąsiednich była fabryka zabawek zajmująca 2 pietra (na 4) oraz drukarnia czy fabryka opakowań. Zbicie kosztów było znaczne, jakość budynków tandetna, ale one są liczone na 20 lat, a potem się rozwali i zbuduje cos nowego. W przypadku przemysłu elektronicznego przenosiny są łatwe.
Budowa nowych zakładów produkcyjnych w centralnych rejonach Chin jest faktem, chodzi o rozwijanie przemysłu w regionach takich tradycji nie posiadających, co daje zatrudnienie i napędza lokalny rozwój. Wielu z producentów podzespołów takich jak obudowy plastikowe, transformatory, cewki wysokiego napięcia, przełączniki itp. znajduje się w miastach położonych daleko od tradycyjnych ośrodków przemysłowych. Natomiast R&D zostaje na ‘wybrzeżach’ bo tam potrzeba bardziej fachowców niż fizycznych no i innej infrastruktury. Sam głębiej nie jeździłem, ale w zeszłym roku mówiono w anglojęzycznej chińskiej TV o Foxconie z Tajwanu, producencie roznych elektronicznych wyrobow dla Della (motherboards), Apple (iPhones!) itp. To wielka firma i buduje sobie (lub już zbudowała) osrodek w, jak zrozumiałem, szczerym polu w prowincji Henan. Nie oznacza to, ze się wyniosła z ShenZhen, gdzie była od dawna. W Henan płace sa nizsze, teren rolniczy- napływ pracowników produkcyjnych, zapewni zbyt towarów dla rolników na miejscu. Pewnie pobudują drogi, linie przesyłowe, może strzelą jakąś elektrownie atomowa w okolicy. To jest zgodne z obecna polityka równomiernego rozdystrybuowania rozwoju no i klasy średniej (powiedzmy- niższej klasy średniej). Inna zaleta- pracownicy rekrutują się z lokalnej ludności, nie będą wyjeżdżać na urlopy/święta, a wiec i rotacja w zatrudnieniu ulegnie zmniejszeniu. No i na prowincji ręce do pracy są, a na wybrzeże chce ich przyjeżdżać coraz mniej. Poza tym, w przypadku Foxconnu ważne było, aby zatrzeć wrażenie jakie powstało po licznych samobójstwach popełnionych przez pracowników w ich dotychczasowym zakładzie- najczęściej, z powodu przepracowania potęgowanego monotonnością pracy i brakiem ludzkiego podejścia ich przełożonych oraz trudnościami w adaptacji.
Mniejsi gracze też lokują swoje fabryki na ‘ dzisiejszej’ prowincji, licząc na otwieranie się lokalnych rynków zbytu. Ot, czysta logistyka. Najważniejszą przeszkodą dla zagranicznych inwestorów były jednak niejasno sprecyzowane prawa dotyczące własności i zasad działania na określonym terytorium. Powoduje to niepewność w wieloletniej perspektywie, gdy intencje lokalnych ‘organów’ mogą być, co tu dużo mówić, dwuznaczne.
 
List trzeci:
Fluktuacja kadr w zakładach w Chinach. Z tego co wiem można przyczyny podzielić z grubsza w następujący sposób.
 
1.      Robotnik o kwalifikacjach podstawowych nie jest specjalnie związany poptrzez swoja specjalizacje z konkretnym zakładem pracy. Przykładowo: dziewczyna obsadzająca ręcznie elementy w płytkach drukowanych, taką samą pracę może wykonywać w rożnych miejscach nawet z uwzględnieniem specyfiki produktu. Poniewa duży procent takich robotników pochodzi z prowincji, więc w okresie chińskiego Nowego Roku czyli koniec stycznia/początek lutego, wyjeżdżają do domu, ale potem już do tego samego zakładu nie wracają. Szukają czegoś bardziej korzystnego dla nich, pod względem placowym, warunków bytowych, itp.
2.      Robotnik wykwalifikowany ktory przeszedł pewien cykl szkoleń i posiadł określone doświadczenie, jest w cenie oraz jest tego świadom. Jest jednak problem, jeśli np. wyszkoliłem kogoś w obsłudze X urządzeń do testowania, to jego ‘wartość’ dla firmy wzrosła. Jednak firma nie oferuje podwyżek zarobków, a jeśli taki delikwent o taką się upomni, to ze względów kulturowych najczęściej spotyka się z odmową. Kierownictwo nawet na niższym poziomie po prostu nie chce stracić ‘twarzy’ uginając się pod presją pracownika. Dla niego wyjściem, jest wiec opuszczenie zakładu w możliwie korzystnym czasie.
3.      Chińczycy pracujący w zakładach są -an masse- ludźmi młodymi, oficjalnie wiek dopuszczający do produkcji to 16 lat, ale jak się pytałem, pokazując na dziewczyny które mi za Boga na tyle nie wyglądały, (pomijając trudność dla ‘bialego’ w określaniu wieku Azjaty) to odpowiadano, że nie , mają 16 i uśmiechano się tylko znacząco. Młodzi Chińczycy lubią zmiany, wynoszą się, przenoszą, mają wreszcie możliwość. Decydują się często pod wpływem grupy itp.
4.      Cześć pracowników jest czasem tak beznadziejna, jeśli chodzi o jakość pracy, że jest po prostu wywalana na zbity pysk po ktorymś tam ostrzeżeniu. Także zmuszają koledzy, bo jeśli ktoś jeden na taśmie zrobi babola i klient sie później skarży i trzeba poprawiać, to całej brygadzie (mówiąc umownie) lub linii obniżają wypłatę o, powiedzmy 25%. Tak właśnie bywało w zakładach z nami współpracujących. Poza tym system jest represyjny nawet w stosunku do średniej kadry technicznej. I czasem musiałem interweniować, aby nie wywalali kogoś, kogo przeszkoliliśmy, a np. uszkodził coś z naszej aparatury przez nieuwagę/pomyłke. Do niedawna, tam nie było zrozumienia, że coś czasem się psuje. I że trudno, bad luck, trzeba naprawić. I jechać dalej. U nich, jak to w komunie bywało, zaraz musiał być winny.
 
Myślę, że z tych listów wyziera więcej prawdy o Chinach, niż mógłbym napisać w 5- ciu artykułach o danych makro.
 A może, po prostu INNA prawda?