W ostatnich dniach zaczęły mnie nachodzić coraz bardziej przykre myśli. I sądzę, że niewielki na to ma wpływ te minus 20 stopni C za oknem. Ani fakt zacieśniającej się na naszych gardłach pętli cenzury prewencyjnej jedynie słusznych poglądów. Bo myśli te są związane z tak – wydawało by się- odległymi miejscami, jak rozległe przestrzenie zachodniego Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Użyłem sformułowania „wydawało by się”, ponieważ zdarzenia które mają miejsce 20 tys. km. od nas, mogą i będą miały bezpośredni wpływ na nasze życie. Tu, w Polsce również. Te czarne myśli, dotyczą stosunków między wszystkimi graczami, którzy musieli lub zechcieli wejść do GRY politycznej zainicjowanej przez rząd USA na zachodnim Pacyfiku i Oceanie Indyjskim.
Tę GRĘ widzę w następujący sposób.
Otóż od momentu ostrego kryzysu finansowego w USA, którego kulminacją był kontrolowany upadek banku Lehman Brothers, USA jako państwo obnażyły swoją słabość w wielu dziedzinach. Świat zobaczył coś, co poprzednio jedynie podejrzewał: że król jest nagi. Ten nowy widok, niezbyt przyjemny dla ogółu, albowiem podważający zasadność twierdzeń o wyjątkowej roli USA w świecie, spowodował zadziwiająco szybką kontrakcję króla. Zarzucił na siebie byle co, jednym ruchem postarał się ogarnąć wszechobecną stajnię Augiasza wokół i rzekł: „A ja Wam jeszcze pokażę”.
I zaczął GRĘ.
Myślę, że to, co zaczęło się właśnie gdzieś pod koniec 2008 i w początkach 2009 roku można uznać za początek GRY. Co ona ma na celu? Ano, moim zdaniem ma pokazać światu, a więc również takim niedowiarkom jak ja, że USA, to w dalszym ciągu wielka potęga, militarna finansowa i ekonomiczna. Że ta potęga, dysponuje narzędziami które pozwolą jej prowadzić w dalszym ciągu GRĘ, taką jaka chce. A USA od zawsze są przekonane, że każda GRA w Ich wykonaniu MUSI służyć dobru ludzkości. Więc i ta GRA MUSI jej służyć.
Co „widać, słychać i czuć”.
 
Ta GRA ma tylko jeden cel: podreperować „nadwątlony” prestiż USA.
Jedynym skutecznym sposobem na jego osiągnięcie jest ROZJECHANIE, przy użyciu wszelkich możliwych środków jedynego obecnie wroga czyli Chin.
 
Z premedytacją użyłem słowa- wróg. Albowiem dla USA, Chiny są śmiertelnym wrogiem.
 
Dlaczego: ponieważ ZAGRAŻĄJĄ samej istocie międzynarodowej obecności USA.
- bo w minionych dziesięcioleciach, od czasu końca II W.Ś., to USA było największym mocarstwem militarnym naszego świata, decydującym o losach państw trzecich, czy się to komu podobało czy nie. To USA decydowało o pokoju bądź niepokoju światowym. Nie pytając nikogo o zdanie.
- bo w minionych dziesięcioleciach to USA było finansowym imperium i to tam decydowano o tym, czy jen będzie tani czy drogi. To samo działo się z funtem, marką niemiecką czy dolarem australijskim. To tam decydowano o przepływach finansowych rzędu setek miliardów dolarów, a w końcu bilionów, które destabilizowały i destabilizują rynek finansowy i gospodarczy całego świata.
- bo w minionych dziesięcioleciach USA zbudowało imperium gospodarcze w skład którego wchodzą tzw. ponadnarodowe koncerny, które skutecznie wyeliminowały ze współczesnego świata gospodarczego konkurencję. I tzw. wolny rynek gospodarczy jest wolnych dla owych koncernów.
- bo w efekcie posiadania wspomnianych wyżej atutów, dyplomacja czy też naga siła dyplomatyczna USA, były w stanie przeprowadzić każdą operację, jaka tylko była im potrzebna do realizacji własnych interesów. Przedostatnim pokazem takiej gry dyplomatycznej, była gra na forum ONZ niezbędna do przeprowadzenia  interwencji w Libii. Nota bene, ostatni spektakl w ONZ w sprawie Syrii już się nie powiódł.
 
Nieszczęście dla wszystkich polega również na tym, iż decydenci z Waszyngtonu przyjęli następujące założenie- to jest GRA o sumie zerowej. Tutaj MUSI być wygrany i przegrany. Tu nie ma miejsca dla dwóch. Nie ma miejsca na rozmowy o pokojowych roszadach na mapie świata. Nie ma miejsca na „współzawodnictwo”- co za okropne słowo. Jest tylko miejsce na walkę, do końca.
 
A teraz wchodząc w ową GRĘ. Posunięcia w jej obrębie, są aż nazbyt widoczne. Jakież to one są:
-       kłamstwo,propaganda i dezinformacja- opisująca wszystkie płaszczyzny działalności rządu Chin, czy to będzie opisywanie faktów w polityce wewnętrznej czy zagranicznej- wszystko posunięte do absurdu. Prawie nie sposób znaleźć informacji lub artykułu w którym kłamstwo, dezinformacja lub przynajmniej za wola, nie stanowią osi tego materiału. Można pisać i mówić o Chinach- pod warunkiem, że źle. Nawet jeśli autor stara się być w miarę obiektywny.
-       wszelkie możliwe i niemożliwe bariery gospodarcze, które są tak widoczne, że mówieni o nich, to obraza dla inteligencji czytelnika. Wspomnę tylko o takich przejawach „wolnego rynku” jak wszelkie cła zaporowe stosowane przez USA- i oczywiście nie tylko USA. Jak program „buy American” z marca 2009 roku. Jak próby politycznego załatwienia poziomu wymienialności juana- a więc i handlu na linii Chiny- USA- przez kongres Stanów Zjednoczonych.
-       wmawianie światu zagrożenia militarnego ze strony ChRL, a co za tym idzie:
o      z jednej strony, wzmacnianie w Azji własnego potencjału militarnego, już ogromnego, 
o      z drugiej strony, wspomaganie rozbudowy potencjałów militarnych państw nieprzyjaznych lub mało przyjaznych Chinom,
o      z trzeciej strony, demonizowanie chińskiego potencjału militarnego, którego ucieszny spektakl mieliśmy przy okazji wodowania lotniskowca szkoleniowego marynarki chińskiej.
-       wreszcie ofensywa dyplomatyczna w Azji, mająca na celu nie tylko popsucie korzystnego wizerunku Chin , ale przede wszystkim doprowadzenie do politycznej izolacji rządu ChRL na tym teatrze działań.
 
W ostatnich dniach, po serii artykułów w mediach o Chinach i zagrożeniu z Ich strony, zrozumiałem, że trzeba bacznie przyglądnąć się mapie tamtego obszaru, co również sugeruję czytelnikowi. I tak, zagrożenia te widziane z Waszyngtonu są obecne w postaci:
  1. pomocy w przetrwaniu reżimu Korei Płn,
  2. Bagatelizowanie losu Korei Płd w kontekście istnienia Korei Płn. I w związku z tym konieczność rozwijania Jej własnych, coraz mocniejszych sił wojskowych.
  3. Problemy graniczne z Japonią, co eskaluje Jej rozwój potencjału militarnego,
  4. Tajwan i możliwe militarne rozwiązanie tej kwestii,
  5. Wietnam, Indonezja, Filipiny i nie tylko- zagrożone militarną próba rozwiązania konfliktu o Paracele i Spratly.
  6. Obecność chińska w Birmie i obecna kontrofensywa „sił postępu”.
  7. Nabrzmiewające zagrożenie, które odczuwają Indie, we wszystkich możliwych obszarach styku z Chinami,
  8. Obecność chińska w Pakistanie
  9. Zagrożenie Australii, w której trzeba było restytuować bazę wojskową US Army.
Wszystkie wspomniane wyżej elementy, to składowe owej GRY. Wymienione państwa, są obecnie na pierwszej linii frontu walki...Stanów Zjednoczonych z Chinami.
 
Oczywiście, należało by teraz zacząć opisywać i demontowć te, występujące jedynie w chorej, amerykańskiej wyobraźni, zagrożenia. Chociaż nie tylko w amerykańskiej. JUŻ- nie tylko. Sprawy posunęły się tak daleka, że część tych w/w państw, uznała za zasadne i OPŁACANE, stać się amerykańskim narzędziem w walce z Chinami. Tak jest niewątpliwie z Wietnamem, który chce przy pomocy Amerykanów i Hindusów „ugrać” ile się da z Chinami. Tak również jest z Filipinami i Indonezją. Tak w oczywisty i rzucający się w oczy sposób jest z Indami. Tyle, że gdybym zaczął iść tym tropem- zacząłbym tłumaczyć, dlaczego Chińczycy robią to, co uważają za swój interes narodowy. Czyli musiałbym tłumaczyć ich niewątpliwe zdolności handlowe. Musiałbym tłumaczyć, dlaczego potrafią pracować po 12 i więcej godzin dziennie, przez 7 dni w tygodniu i prawie okrągły rok. Poza tym musiałbym tłumaczyć sprawy oczywiste. Np. to, że Chiny nie zamierzają być taki samym hegemonem jakim jest USA! Ze są zainteresowani tylko poszerzaniem swoich MOŻLIWOŚCI HANDLOWYCH. A śmieszny w ich wydaniu rozwój armii, ma na celu OBRONĘ przed tymi, którzy by chcieli z bogacących się Chin, zrobić znowu Chiny głodujące. Wystarczy trochę dobrej woli- aby to zobaczyć. Naprawdę nie trzeba się wysilać. Trzeba się tylko uodpornić na wirusa „amerykańskiego sposobu widzenia świata”. Tylko tyle i aż tyle.
 
Więc „show must go on”.Ta GRA to wielki “show”, tyle, że śmiertelnie poważny. Z naciskiem na śmiertelnie.