Niniejszym rozpoczynam nowy etap życia tego blogu. Będzie się on charakteryzował interaktywnością. Chodzi mi nie mniej ni więcej, tylko o to, aby to Państwo, moi czytelnicy, byli współautorami- po części- mojego blogu. Po co? A no po to, abyście Państwo dostawali ode mnie tę wiedzę, której oczekujecie. Do tej pory było tak, że to ja pisałem o tym, o czym uważałem za stosowne pisać. Teraz chciałbym, abyście Państwo sugerowali mi tematy artykułów, które chcielibyście czytać.

 Wyobrażam to sobie bardzo prosto. Otóż będę dostawał od Państwa pytania na tematy związane z Chinami, po czym będę na nie odpowiadał. Państwo pytają- ja odpowiadam. I nie ma tematów których nie można poruszać. Są i mogą być pytania lub konstatacje które będą bez sensu. Na przykład, wszelkie pytania które będą się zaczynały od słowa „dlaczego”, często będą miały odpowiedź „nie wiem”. To nie jest tak, że ja jestem jasnowidzem albo mam wtyczkę w KC KPCh. Albo wiem co na jakiś zadany przez Państwa temat, myśli prezydent lub premier rządu ChRL. Będę się STARAŁ odpowiadać na różne pytania zgodnie ze swoją- i nie tylko- wiedzą. Ale jeśli ktoś nie będzie usatysfakcjonowany odpowiedzią- nic na to nie poradzę. Nie jestem i nie będę kącikiem „porad wyczerpujących temat” dla dojrzewających panienek w kolorowych czasopismach. Będę odpowiadał rzeczowo i treściwie. Jeśli nie będę znał odpowiedzi- powiem, że nie wiem.
Oczywiście np. pytanie:- dlaczego wprowadzono politykę jednego dziecka ma wielką szanse na odpowiedź, natomiast pytanie kiedy KPCh odda władzę, takiej szansy nie znajdzie, aczkolwiek również na ten temat będę miał coś do powiedzenia. Pytanie:- dlaczego nie mówi się nic o „rewolucji kulturalnej” nie znajdzie odpowiedzi, ponieważ tzw. polityka historyczna jest w gestii rządu Chin, a nie moim, natomiast będę miał do tego pytania komentarz- to oczywiste. Słowem, nie będę na pewno unikał spraw trudnych, a tych w Chinach lub w chińskich sprawach jest sporo.
Chciałbym tylko prosić tych którzy będą zadawali pytania, aby zrozumieli, iż odpowiedzi będą wiązały się z koniecznością zrozumienia chińskiej odmienności. Odmienności we wszystkim; w jedzeniu, mówieniu i myśleniu. W wierze, filozofii i postrzeganiu Rodziny. W każdym aspekcie życia, Chińczycy- a wiec naród istniejący już od ponad 4 tysięcy lat, mają swój własny, wykształcony przez swoją cywilizację, sposób życia i bycia. I BEZCZELNOŚCIĄ jest mówieni Im, jak mają żyć lub myśleć. Dlaczego? Rozglądnijcie się Państwo wokół siebie, tak bardziej bezstronnie, a odpowiedź na to pytanie sama przyjdzie.
 
Słowem, jestem pewien, że wielokrotnie będę musiał wytykać Państwu grzech pychy. Europocentryzmu. Myślenia kategoriami białego człowieka- nawet w sposób nieuświadomiony. Zresztą, nic dziwnego, jesteśmy biali i jesteśmy Europejczykami. Tyle, że w zetknięciu z inną kulturą, ba, cywilizacją, musimy trochę lub jeszcze bardziej „wyjść z siebie i stanąć obok”. Jeśli chcemy cokolwiek zrozumieć.
Dzisiaj, przez nikogo nie pytany zacznę od sprawy, która jest dla wielu niezrozumiała lub wydaje się Im, że jest zrozumiała i dlatego Ich bulwersująca. Mowa o Tybecie. Po chińsku Xizang. Po tybetańsku B’od. Nie będę wchodził w uwarunkowania historyczne, albowiem skrótową historię tej krainy możecie Państwo poznać np. tutaj. Ale wierzcie mi Państwo- każda historia tej krainy będzie zafałszowana. Ta też. Lub inaczej. W zależności od tego, kto pisze i jakie ten ktoś ma poglądy- tak będzie wyglądała ta historia. Żeby nie było wątpliwości- KAŻDA HISTORIA. Jestem tego tak pewien, jak tego, że umrę.
 
Jeden ze znajomych, znawca Azji, przysłał mi  kilka zdań na temat Tybetu. Pozwolę je sobie na początku tego artykułu zacytować:
...tu proszę zwrócić uwagę na ostatnie akapity, zwł. uwagi A. Toma Grunfelda, amerykańskiego sinologa, który powołuje się na obserwacje sir Charlesa Bella z 1905 r., brytyjskiego oficjela w Tybecie, na temat handlu dziecmi, jakkolwiek te praktyki miały byc zniesione przez XIII dalajlamę.
Co można dodać, to, że jak przyznaje nawet polskojęzyczna Wikipedia:
"Od samego początku było oczywiste, że aneksja Tybetu do komunistycznych Chin będzie oznaczać starcie dwóch przecwistawnych systemów społecznych. Dlatego początkowo Chińczycy nie naciskali na traktowanie wprowadzania reform społecznych jako priorytetu. Wręcz przeciwnie - w latach 1951 - 59 wciąż funkcjonowało tradycyjne społeczeństwo tybetańskie z wielką własnością ziemską i obszarnikami. Mimo obecności 20 tys. żołnierzy armii chińskiej, rząd tybetański nie miał przeszkód w zachowywaniu ważnych symboli z okresu de facto niepodległości."
Jednak Chińczycy szybko znieśli niewolnictwo i tybetański system pańszczyźniany. Skasowali wiele uciążliwych podatków, zaczęli roboty społeczne, znacznie zredukowali bezrobocie i żebractwo. Zakładali szkoły świeckie, łamiąc monopol klasztorów na edukację. Zainstalowali też bieżącą wodę i elektryczność w Lhasie. Właśnie takie działania skłoniły Tybetańczyków do podpisania umowy w roku 1951 - ale innymi argumentami "za" był też brak wsparcia ze strony innych państw oraz nacisk militarny. (...)
Lud tybetański, zaniepokojony sytuacją, zaczął opierać się zbrojnie przeciw chińskiej władzy, a zwłaszcza przeciw metodom wprowadzania reform. Wystąpienia rozpoczęły się w początku 1956 roku w Kham i w Amdo. Mimo że te wystąpienia zostały stłumione, następne wybuchały coraz powszechniej w centralnym i zachodnim Tybecie. Partyzanci otrzymywali wsparcie od CIA, łącznie ze szkoleniem wojskowym i zrzutami lotniczymi. W tym czasie w USA Amerykańskie Stowarzyszenie na rzecz Wolnej Azji (finansowane przez CIA) energicznie propagowało powody tybetańskiego oporu - kluczową rolę w Stowarzyszeniu odgrywał starszy brat XIV Dalajlamy, Thupten Norbu. Drugi starszy brat, Gjalo Thondup, zajął się operacją wywiadowczą już w 1951 roku. Później przekształcił ją w partyzantkę, której członkowie byli szkoleni przez CIA i zrzucani na spadochronach do Tybetu.
Wielu tybetańskich komandosów i agentów, których CIA zrzucało do kraju, było przywódcami arystokratycznych klanów lub synami przywódców. O 90% tych ludzi już nigdy więcej nie usłyszano - zgodnie z raportami CIA - co oznacza, że zostali złapani i zabici. Wielu lamów i członków klasy wyższej przyłączyło się do partyzantki, ale większość ludu pozostała bierna, z góry zakładając niepowodzenie. W roku 1998 tybetański ruch oporu przyznał oficjalnie, że w latach 60. otrzymał od CIA miliony dolarów, aby wysyłać uzbrojone oddziały, których celem było sabotowanie maoistowskiej rewolucji kulturalnej."
Jak się pogrzebie w robaczywym jabłku, to zapewne znajdzie się gąsienicę. Tak samo gdy przyjrzeć się różnym „ruchom niepodległościowym”, to najczęściej w tle mamy albo KGB albo CIA… Miliony wpompowane przez CIA, chyba dostatecznie pokazują, kto majstrował przy „tybetańskim ruchu niepodległościowym” i na czyim pasku chodziłby tzw. wolny Tybet.
 
 
 
Słowem, najnowsza historia Tybetu- bo to jest nazwa angielska- została i bywa kręcona jak mało co. Są oczywiście rzeczy pewne. Taka jak ta, że Tybet z Chinami jest związany od b.dawna. Więc wkroczenia armii chińskiej do Tybetu w 1950 roku nie dla wsystkich było wkroczeniem wrogich wojsk. Chiny upomniały się o swoje odwieczne lenno. Nie miał kto zająć się tym „poletkiem Pana Boga”, więc zrobili to chińscy komuniści. Z wrodzoną sobie lekkością i delikatnością. Jak to na ówczesnych komunistów przystało. Zresztą, w tej „subtelności” postępowania nie byli niestety odosobnieni. Vide Katyń. A rozstrzeliwanie powstańców styczniowych przez Rosjan -to pies? A rozstrzeliwanie powstańców w Indiach przez Brytyjczyków (armatami!!)- to pies? A brytyjskie obozy koncentracyjne dla Burów w wojnie burskiej- to pies? Słowem- czasy były brutalne- wszędzie.
Powiedziałem o fałszowaniu historii Tybetu. W tym dziele prym wiedli Anglicy, potem Amerykanie, w końcu wszyscy „demokraci”. Dlaczego mam o tych „historykach” którzy puścili w świat „legendę” o Tybecie tak marne zdanie? A no z bardzo prostej przyczyny. Znam to z autopsji. I wielu Polaków starszego pokolenia też. PROPAGANDA. My podlegaliśmy propagandzie komunistycznej. PRL- owskiej. A świat poza „żelazną kurtyną” miał swoją propagandę- antykomunistyczną. Częścią tej propagandy był Tybet. Stał się kanonem antykomunistycznej propagandy, z czasem przekształcając się w kanon anty chińskiej propagandy. Dlaczego wybrano Tybet? Oczywiście nie jestem jasnowidzem, ale myślę, że ci którzy o tym zdecydowali mieli głowy na kark. Myśleli prawidłowo.
 
Po pierwsze: Tybet/Xizang/ B’od leży „na końcu świata”. Wówczas, gdy ta propaganda zaczęła działać, dostępu do Tybetu nie było. Żadnego! Przez dziesiątki lat nie wolno było tam jeździć. Więc można było puścić w świat każdą bajkę, każdą bzdurę, każde kłamstwo- bo i tak prawdziwości tego bzdetu nie można było sprawdzić.
 
Po drugie: komuniści. Tybetem rządzili komuniści. Akurat chińscy, ale to było bez znaczenia. A w czasach rodzenia się mitu o Tybecie, strach przed komunizmem był na zachodzie duży lub jeszcze większy. Nie bez powodu. Rosjanie mieli bardzo nieciekawe plany odnośnie Europy zachodniej. I nie tylko, vide kryzys kubański. Więc straszono komunistami małe dzieci, to było cos naturalnego.
 
Po trzecie: w pewnym momencie komuniści chińscy wzięli rozwód z rosyjskimi. I poszli swoją drogą. Więc byłby okazja, żeby zweryfikować swój pogląd na Tybet. Tylko po co? Komu na tzw. zachodzie chciałoby się tłumaczyć społeczeństwu, że są jakieś subtelne różnice. W Europie nienawidzono i bano się bloku wschodniego, w Azji nienawidzono komunistów prochińskich i gdy tylko nadarzyła się okazja, wyrzynano ich setkami tysięcy, vide Indonezja. Słowem, powiedzenie to, było wtedy aktualne: dobry komunista- martwy komunista.
 
Po czwarte: zachód miał Dalej Lamę. Mógł nim grać taktycznie. I grał. Przez długie dziesięciolecia. Przeciwko władzom w Pekinie. To było dużo warte. Zresztą ma w dalszym ciągu w ręku jakąś tam, słabą bo słabą, ale kartę tybetańską typu blotka. I nią gra. Jak Państwo myślicie, samospalenia mnichów do których od czasu do czasu dochodzi, to co to jest? To jest przypomnienie o tym, że rząd chiński „nie ma uregulowanej sprawy Tybetu”. A z czyjej strony idzie to przypomnienie, jak Państwo myślą? Ze strony Tybetańczyków? Wolne żarty! Nepalczyków? Ci pałują Tybetańczyków używając do tego szturmowych pałek. Hindusów? Już cieplej. Słowem, ci którzy płacą za ten cały „rząd tybetański na uchodźctwie” wiedzą, że jeszcze im się to opłaca. I na mój nos- jeszcze trochę się będzie opłacało.
 
A teraz mamy Chiny, które napędzają stracha tzw. zachodowi, że ho,ho. Ile by dał ten pieprzony zachód, żeby tak czas się cofnął i Chiny znów były skromne, ciche, biedne i żeby trzeba im było pomagać od czasu do czasu dotrwać do wiosny. Choćby po to, żeby podreperować swoje więdnące ego. A tu co? Chiny prą do przodu jak wściekłe, nie oglądając się na nikogo, a w szczególności na zachód. I co ma teraz ten biedny zachód, oprócz ręki w nocniku w którym są same długi? No, ma jeszcze ten Tybet, który będzie eksploatował niemiłosiernie, aż do ...No właśnie, do kiedy? Myślę, że już bardzo niedługo. Z bardzo prostej przyczyny.
 
Tybet jest otwarty dla turystów. Przyjeżdża, kto chce. Polacy też. I co widzą? Niewielu ludzi, ok. 3 mln. którzy jakoś przędą. Handlują czym się da, coraz rzadziej uprawiają te swoje poletka, bo niewiele tu może urosnąć. Głównie nastawieni są na turystów. Nie są bogaci , o nie! Ale też nie ma biedy, jak chcieliby ci którzy szczują społeczność światową przeciwko Chińczykom. Tutaj w Tybecie nie ma niechęci do Chińczyków! Powiem więcej. Tybetańczycy zaczęli się wzorować na Chińczykach! Z relacji jaką usłyszałem z ust znajomej Polki, mieszkającej w Chinach, która była w Tybecie na niezorganizowanej wycieczce, a więc jeździła, gdzie chciała, rzecz cała wygląda kuriozalnie.
Teraz zacytuję surowy, nie opracowany jeszcze fragment nowo powstającej książki mojej znajomej, odnoszący się do rozmów z Tybetańczykami:
 
-No cóż, przemysł turystyczny kwitnie i tutaj, a może przede wszystkim tutaj. Chińczycy wybudowali rozległą infrastrukturę kolejową, która łączy stolicę Tybetu z resztą Chin. Dzięki temu stworzono tysiące miejsc pracy w turystyce i handlu. I choć ja wołałabym widzieć Tybetańczyków siedzących w pozycji lotosu przez szesnaście godzin dziennie, to jednak oni widzieć tak siebie nie chcą. Tybetańczycy są wściekli, że sugerujemy im żyć skromnie na rzecz zachodnich turystów, którzy szukają duchowej ścieżki i raz na kilka lat chcą oglądać pierwotną naturę i mityczną krainę Shangri-La.
„Czy oczekujcie od nas, że będziemy przemieszczać się na osiołkach i jakach, podczas gdy wy jeździcie samochodami i latacie samolotami?” – odpowiedział mi dość ostro, gdy wykupywałam wycieczkę, przedstawiciel biura turystycznego w Szanghaju, współpracujący z Tybetańskim Regionem Autonomicznym.
 
Podobne zdanie miał nasz przewodnik w Lhasie – Tybetańczyk, uciekł do
 Indii w czasach rewolucji wobec czego mieszkał w Indiach kilka lat i mówił po angielsku (wrócił do Tybetu : aby obsługiwać zachodnich turystów):
Dlaczego wróciłeś?
„A co będę jadł? Jak będę żył ja i moja rodzina? Tam jest biedniej niż tutaj, widziałaś ile ludzi z Indii szuka pracy w Chinach?”
Przecież tutaj tłuką mnichów i niszczą miejsca święte.
„Nie interesują mnie mnisi i miejsca święte, interesuje mnie moja rodzina.”
 
Chińczycy wybudowali lotnisko w Lhasa, zbudowali kolej aby się móc do Tybetu dostać, pozwolili na budowę 5 gwiazdkowego hotelu, singapurskiej sieci w ramach której ten hotel powstaje.
Tybet jest bardzo turystyczny, niestety. Chińczycy nie niszczą miejsc świętych, bo wejście do każdego klasztoru kosztuje, musisz kupić bilet jeśli chcesz zobaczyć mnichów. I w okienku kasowym siedzi mnich:) BIZNES JEST BIZNES i mnisi tez to widzą:)
 
Czy Tybetańczycy chcą tej "pomocy"? My w Europie mówimy, że Tybet chce wolności.
Tybetańczycy chcą mieć pracę! I pieniądze!
 Chiny mają jeszcze inne autonomiczne rejony w takiej samej sytuacji jak: Xinjiang czy Mongolię wewnętrzną i nikt ich nie promuje tak jak Dalajlama promuje Tybet.
 
Ceny które obowiązują w turystycznych ośrodkach w Tybecie, należą do chińskiej średniej krajowej ośrodków turystycznych! Czyli wysokiej. W hotelach, restauracjach, taksówkach, sklepach. Wszędzie! Pewnie, że nie jest to bogaty wschód Chin. Ale do diaska, mówimy o regionie ponoć wstrząsanym konfliktami i cholera jeszcze nie wie czym! A załączone zdjęcia jakoś nie wyglądają na robione we wsiach patiomkinowskich! Życie, as usual. Nie wystawne, surowe, skromne, ale bez biedy, o nędzy nie wspominając.
 
Kolejna sprawa: rząd centralny inwestuje w Tybet. Chce go zasymilować z resztą kraju. Podobnie zresztą dzieje się ze wszystkimi pozostałymi, słabo rozwiniętymi prowincjami Chin w centrum i na zachodzie. Nawet tymi, które są kolebką tychże Chin. A wiec inwestycje. Widoczne na każdym kroku. Inwestycje mieszkaniowe- bo tak jak wszędzie w Chinach tak i tu ludzie przenoszą się ze wsi do miast. Inwestycje infrastrukturalne- drogi, mosty, koleje. A propos kolei. Wybudowanie połączenia kolejowego łączącego Lhasę, stolice Tybetańskiego okręgu autonomicznego z Golmud w sąsiednim regionie Qinghai, czyli jakieś 1000 km. to inwestycja nie mająca odpowiednika w skali światowej. Otóż to, że poprowadzono linię kolejową powyżej 4000 m npm, to jedna bajka. Ale najważniejsze jest to, że ta linia została posadowiona na palach. Na dziesiątkach tysięcy pali. Z bardzo prostej przyczyny. Lwia część tej trasy prowadzi przez wieczną zmarzlinę. Nie można położyć na niej niczego trwałego. Bo się rozjedzie przy większych wahaniach temperatury. To majstersztyk inżynierski. Dlaczego o tym piszę? Ano powiedzcie mi Państwo, jaki rząd nie dba o swoje tereny? Poza polskim, oczywiście, ale to wybryk natury! Wszystkie dbają! Chiński też. Po co zbudowali duże lotnisko w Lhasie? Dla turystów i biznesu. I ruch jest jak w ulu! Ostatnio poinformowano o tym, że w ciągu następnych 4 lat zostanie zainwestowanych w Tybecie odpowiednik 21 mld.$. i że będzie wybudowana linia kolejowa do Shigatse, które jest siedzibą drugiego co do rangi przywódcy buddyzmu tybetańskiego panczenlamy.
Kolejna rzecz. W Chinach jest sporo klasztorów, a w nich mnichów. I jest ich coraz więcej. W Tybecie najwięcej. Jak Państwo sądzą, kto utrzymuje tych mnichów? Sami się utrzymują? Z czego? Kiedyś, przed wejściem Chińczyków miejscowa ludność musiała utrzymywać klasztory. Teraz robi to państwo. Jak to pogodzić z chińską represyjnością, o której wszędzie słyszę? Nie wiem. 
Ponoć wynaradawia się ludność tybetańską. Bo w szkołach uczy się również mandaryńskiego. A czego się ma uczyć? Angielskiego? Przecież każdy mnich i tak duka po angielsku. A inni się tego nauczą również od turystów. A chiński jest językiem urzędowym.
Jest coś jeszcze. Nasza hipokryzja. Otóż co byście Państwo powiedzieli, gdyby pod koniec wojny, tzw. ziemie zachodnie nie zostały opuszczone przez osiadłą tam od wieków ludność niemiecką. I gdyby ci ludzie uważali, że nie będą się uczyli polskiego. Co my byśmy na takie dictum powiedzieli? Bo ja wiem z pewnością 100%- jak.
 No i jeszcze jedna sprawa. Po wojnie władze PRL wysiedliły z terenów objętych akcją „Wisła” dziesiątki tysięcy Ukraińców, Łemków i innych. Żeby nie stanowili na przyszłość zagrożenia. Chińczycy tego nie zrobili z Tybetańczykami. A przecież nikt by tego nawet nie zauważył. No i co, łyso nam? Bo powinno.